Nie spodobasz się na brudno to i na czysto trudno

“Nie spodobasz się na brudno to i na czysto trudno”.

Tak mawiał mój dziadek, gdy razem z kuzynką, jako nastolatki, stroiłyśmy się na randki czy wyjścia ze znajomymi.

Przypomniałam to sobie wczoraj rano, patrząc w lustro po kolejnej nieprzespanej nocy… Rozmazany makijaż, którego nie chciało mi się wieczorem zmyć, tłuste, rozczochrane włosy, balkony pod oczami (tym razem to były wręcz wiszące tarasy jak zegary Salvadora Dali), wymięta twarz z odbitym na policzku wzorkiem z poduszki, czerwone oczy, napuchnięte powieki, wiszące jak u chomika policzki…

O matko, pomyślałam, wyglądam jak stary, gruby, pięćdziesięcioletni, klimakteryczny babofon! Ale zaraz… Przecież ja jestem starym, grubym, pięćdziesięcioletnim, klimakterycznym babofonem!

– Kocham cię, jesteś piękna, wyjątkowa, wartościowa, jedyna w swoim rodzaju – zaczęłam afirmować do swojego odbicia słowa zalecane w poradnikach dla sfrustrowanych i niepewnych siebie.

– Co za bzdury! – odezwał się głos w mojej głowie – spójrz w lustro jeszcze raz i pogódź się z faktami.

– No dobra, trudno – powiedziałam do swojego odbicia – umyję cię, chociaż cię nie znam.

Wzięłam prysznic, umyłam włosy, wytarłam się szorstkim ręcznikiem by pobudzić krążenie i od razu poczułam się nieco lepiej. Postanowiłam się odmłodzić. Zaczęłam wklepywać te kremiki i balsamy przeznaczone pod oczy, nad oczy, pod pierwszy podbródek, pod drugi podbródek, na kurze łapki, na chomicze policzki, na sflaczałe ramiona, na obwisłe cycki, na cellulit na tyłku, na suche łokcie i kolana, na szorstkie dłonie, na zmięty dekolt, na twarde pięty, ufff… Zmęczyłam się…

– Teraz namaluję sobie urodę – pomyślałam.

W ruch poszedł podkład pod oczy, korektor na sińce pod oczami, puder w kremie na całą facjatę, róż na policzki, kredka na brwi, tusz na rzęsy, szminka na usta…

Teraz włosy. Przetrzeć ręcznikiem, nałożyć odżywkę, poczekać, wyczesać, wysuszyć, ułożyć na szczotce, znowu wyczesać, wylakierować… Gotowe!

Zajęło mi to wszystko około godziny. A efekt?

Popatrzyłam krytycznie w lustro. No szału nie ma. Ta baba ma może ze dwa lata mniej ale to wszystko. Nadal wygląda jak stara ropucha tyle, że wymalowana.

I wtedy przypomniałam sobie jak jakieś dwadzieścia lat temu, mając lat 29, stałam sobie tak samo jak dzisiaj w łazience i nakładałam makijaż. Do łazienki zajrzał przez uchylone drzwi mój ośmioletni wtedy syn i zapytał:

– Mamusiu co robisz?

– Maluję się – odpowiedziałam.

– A po co?

– Żeby ładnie i młodo wyglądać.

Popatrzył na mnie zdziwiony i kręcąc głową z dezaprobatą, zadał ostateczny cios:

– Oj mamuś, mamuś, starzeć to się trzeba umieć z godnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry