Klub Słomianych Zapaleńców

Obudziłam się dzisiaj o 4.40, a wstałam już o 5.26, bo łóżko stało się bardzo niewygodne. Niemożliwe a jednak prawdziwe. Jednak nie liczyłabym na to, że wejdzie mi to w krew. Po prostu intencja paradoksalna zrobiła mnie w konia i zamieniła się w hiperintencję. Tak bardzo chciałam, żeby zadziałała, że aż nie zadziałała.

Taki paradoks.

Od ponad czterdziestu lat należę do prestiżowego lecz cieszącego się złą sławą Klubu Słomianych Zapaleńców. Sądzę, że mogłam wstąpić do niego już wcześniej, jednak prawdopodobnie mając jakieś dziesięć lat stałam się człowiekiem świadomie myślącym i od tamtej pory ciężko pracuję na to, by do tego klubu należeć. Ten długoletni staż zobowiązuje.

Mój dorobek w tej dziedzinie jest naprawdę imponujący. Gdybym teraz chciała wymienić wszystkie „ogniska zapalne” to prawdopodobnie lista miałaby jakieś dwieście stron.

Dzięki temu jednak, mam opinię osoby niezwykle pracowitej, kreatywnej i twórczej. Tak o mnie myślą ci, którzy nie znają całej prawdy. Jednak osoby bliskie, z którymi przyszło mi dzielić życie uważają, że jestem rozkapryszona, zmienna i sama nie wiem czego tak naprawdę chcę. Zaczynam dużo, kończę niewiele.

Na przykład, ze cztery lata temu, zaczęłam uczyć się grać na altówce, którą dostałam w prezencie od brata. Zapał miałam ogromny! Jednak nie wiedziałam, że gra na tym instrumencie jest taka męcząca! Po godzinie ćwiczeń bolał mnie podbródek, bark, mięśnie obu ramion, nadgarstek i opuszki palców, dostałam przykurczu w karku, a efekty ćwiczeń były raczej mizerne.

Nauczyłam się kilku taktów piosenki dla dzieci „Twinkle Twinkle Little Star” (oczywiście pochwaliłam się tym na fejsbuku, po czym znajomi zaczęli nazywać mnie podstarzałą Vanessą Mae) i okupiłam do zakwasami jakich nie miałam nawet po próbach tańca na rurze.

Tak! Na rurze! Też kiedyś próbowałam…

Wprawdzie zakwasy wtedy były w innych miejscach ciała ale bolały koszmarnie. A te siniaki od rury między nogami i pod pachami! Masakra!

Zarzuciłam ten pomysł zanim doznałam poważniejszych kontuzji.

Niedawno kupiłam sobie nowy instrument. Kalimbę. Raczej nic mi z jej strony nie grozi, bo można na niej grać siedząc wygodnie w fotelu i używać tylko kciuków. Kontuzja jest raczej niemożliwa więc pewnie chętnie będę się uczyć. Choć idzie jak po grudzie to dźwięki są dużo przyjemniejsze (nawet gdy fałszuję) niż dźwięki jęczących, rozdzieranych smyczkiem strun altówki.

Są jednak czynności, które wykonuję codziennie bez wyjątku, zawsze o mniej więcej tej samej porze i one dzieją się jakby same.

Jedną z tych czynności jest pisanie tego pamiętnika. Dzieje się tak dlatego, że jakieś trzy lata temu, dzięki książce Julii Cameron „Droga Artysty”, wyrobiłam sobie nawyk pisania tak zwanych porannych stron.

Julia wprawdzie zalecała, żeby pisać zawsze rano przynajmniej trzy strony, ale ponieważ ja jestem z natury leniwa, postanowiłam, że będę pisała jedną i to wystarczy. Oczywiście bywało tak, że tych stron było znacznie więcej, jednak podstawowe minimum wyrabiałam niemal codziennie.

Owszem zdarzały się przerwy, głównie wtedy gdy byłam gdzieś poza domem i nie miałam możliwości by wyjąć zeszyt i pisać. Pisałam zawsze ręcznie w specjalnie do tego celu przeznaczonym zeszycie. Teraz już tych zeszytów mam kilka.

W taki oto sposób wyrobiłam sobie nawyk pisania, zawsze rano przy porannej kawce. Stało się to wręcz rytuałem i muszę przyznać, że uwielbiam te chwile, gdy siedzę w mojej pracowni przy biurku i wylewam na papier wszystko co przyjdzie mi do głowy. Nigdy nie czytam tego co napisałam.

W końcu jakie to ma znaczenie?

Zdarzało się nawet tak, że cała strona była zapisana zapętlonym zdaniem: „Nie mam o czym pisać, bo nic nie przychodzi mi do głowy”. Mniej więcej po miesiącu zeszyt sam mnie rano wołał: „Choć do mnie! Tęsknię!”, więc ja jak zombi, jeszcze nie do końca wybudzona, ze śpiochami w kącikach oczu, z przymglonym snem wzrokiem, półprzytomna siadałam przy biurku i pisałam.

Dzięki temu, teraz, gdy zamieniłam długopis i zeszyt na laptopa nie mam problemu z tym, by codziennie przynajmniej jedną stronę napisać. To jest silniejsze ode mnie!

Mam jeszcze kilka nawyków, z których nie jestem dumna. Najgorszy jest chyba nawyk zasiadania wieczorem koło godziny 20.00 przed telewizorem i oglądanie wszystkiego jak leci do dwunastej albo nawet pierwszej w nocy. Nie ma przy tym znaczenia co oglądam. Wieczór w domu bez telewizji jest wieczorem straconym. To pięć godzin zmarnowanego czasu, który mogłabym wykorzystać produktywnie, chociażby malując.

Ale ponieważ jestem o tej porze zmęczona (nawet nie bardzo wiem czym), zasiadam na kanapie, najlepiej z talerzem żarcia (gastro mi się włącza wieczorem, zwłaszcza gdy oglądam programy kulinarne) i ćwiczę kciuk zmieniając kanały na pilocie.

Na skutek tych działań pojawił się u mnie tak zwany „niedowzrost”. To taka mała wada, z którą też chciałam kiedyś walczyć ale odpuściłam. Jest to to brak proporcji wzrostu do wagi. Ja nie jestem gruba, o nie! Ja jestem o jakieś 10 centymetrów za niska… Ale z tym trudno dyskutować. Przecież w wieku 51 lat nie da się urosnąć! Wiek mnie blokuje.

Mogę jednak, choć niechętnie, postarać się zadbać o swoją kondycję fizyczną wyrabiając sobie nawyk chodzenia na bieżni lub na spacery. Założyłam na początku, że będzie to 20 minut dziennie. Aby jednak ten pomysł nie umarł śmiercią tragiczną zmieniam zapis. Niech to będzie przynajmniej 10 minut, byle każdego dnia. Wydaje mi się, że jak już wlezę na tą bieżnię albo wyjdę z domu to jakoś pójdzie. Może będzie jak z porannymi stronami. Po miesiącu samo mnie będzie ciągnęło. Przynajmniej to bezpieczny sport. Żadnych siniaków ani zakwasów się nie spodziewam. Niech słomiany zapał zamieni się w dobry nawyk.

Dobra, idę rozchodzić hemoroidy. Oczywiście w piżamie, szlafroku i moich ulubionych klapkach – kroksach, które jak nazwa wskazuje, służą do robienia kroków, więc na bieżnię nadają się idealnie.

Podczas tego bezmyślnego chodzenia pojawiają się czasem dobre pomysły do wykorzystania w klubie. Im więcej, tym lepiej!

1 komentarz do “Klub Słomianych Zapaleńców”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry