Jak artystyczny świat stanął przede mną otworem

“Nazywam się Kinga Krzyś, jestem malarką i instruktorką malarstwa” – tymi słowami przedstawiam się na początku moich filmów. Żeby wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia. Po co? Sama nie wiem… Może lepiej, gdyby nie wiedzieli?

Stworzyłam kanał o malowaniu krok po kroku, gdzie prowadzę artystyczne spotkania na żywo, zamieszczam tutoriale o malowaniu, malujbajki dla dzieci, rysowanki i malowanki medytacyjne.

W Teatrze Życia gram więc obecnie niezwykłą i fascynującą rolę Bardzo Kreatywnej Malarki i Youtuberki.

Jestem szczęśliwa, bo robię to, co kocham i kocham to, co robię.

Na przestrzeni ostatniego półwiecza, Główny Reżyser, pisząc swój scenariusz, obsadzał mnie w bardzo ważnych, pierwszoplanowych rolach:

Grzecznej Córki,

Starszej Siostry,

Złej Żony,

Dobrej Żony,

Nic Nieogarniającej Matki,

Introwertycznej Przyjaciółki,

Niespełnionej Poetki,

Zahukanej Kury Domowej,

i Wypalonej Biurwy.

Było jeszcze kilkanaście drugo- i trzecioplanowych ról, a także statystowanie przy innych produkcjach, co dało mi wiele doświadczeń oraz całe mnóstwo bezcennej wiedzy, którą mogę teraz wykorzystać lub nie, w zależności od upodobań i fantazji.

Ale może przejdę do rzeczy.

Mając lat 43 miałam bardzo poukładane i spokojne życie, dwóch dorastających i studiujących synów, kochającego i wpierającego męża, a także trzy ćwiartki cieplutkiego etaciku w małej, ale stabilnej, dobrze rozwijającej się firmie. Miałam też bardzo dużo wolnego czasu, z którego mogłam korzystać dowolnie. Nie było się właściwie do czego przyczepić.

Jednak gdzieś głęboko w sercu, czaiła się jakaś niewytłumaczalna, rozpaczliwa tęsknota, taki delikatny i cichy trzepot skrzydeł, które skrępowane przed dwudziestu ponad laty, chciały się rozprostować, rozwinąć i unieść mnie w inny świat.

Któregoś dnia, fotel w biurze przestał być wygodny, praca stała się nużącym obowiązkiem, współpracownicy przestali być zabawni z tym swoim pędem do pieniędzy, które pozwalały im spłacać trzydziestoletnie kredyty, papiery na biurku jakoś za głośno szeleściły i wszystko stało się nudne, byle jakie i bez sensu.

Czułam się tak, jakbym grała w filmie „Dzień świstaka”, gdzie główny bohater każdego ranka stwierdza, że wciąż jest ten sam dzień i życie się zapętliło, odtwarzając wciąż te same sceny.

Do mojej głowy coraz częściej docierał rozpaczliwy, ledwie słyszalny, cichy, smutny głos, płynący prosto z serca:

– I to już wszystko? Naprawdę to już wszystko, co mnie w życiu czeka? Tylko tyle? I tak już do końca życia? A gdzie pasje, gdzie niezrealizowane plany, głębokie pragnienia i niespełnione marzenia, zbierane skrzętnie w dzieciństwie do kuferka życzeń? Gdzie te sny niewypełnione!?

Moje serce rzewnie płakało.

Nie mogąc dłużej tego znieść, postanowiłam iść za jego głosem.

Któregoś dnia, a był to pierwszy dzień mojego urlopu, włączyłam komputer, by znaleźć jakiś letni kurs malarstwa, na który mogłabym sobie uczęszczać popołudniami. Wpisałam więc w wyszukiwarce hasło „Kursy, malarstwo, Kraków” i od razu, na pierwszej stronie pojawił się baner reklamowy Uniwersytetu Pedagogicznego: „Rekrutacja: Malarstwo – Wydział Sztuki”.

Nie, nie chciałam na studia. Chciałam tylko na letni kurs. Jednak coś mnie wabiło, ciągnęło, nęciło, żeby wejść na tę stronę Wydziału Sztuki i chociaż zobaczyć…

Nie mogłam oprzeć się pokusie. Trafiłam na formularz rejestracyjny dla kandydatów.

Zaczęłam wypełniać kolejne rubryczki, z czystej ciekawości co będzie dalej. Na końcu pojawiły dwie opcje do wybrania: REJESTRUJ i REZYGNUJ.

Serce mi mocniej zabiło. Właściwie to chciało wyskoczyć z piersi.

Spojrzałam na męża, który siedział obok, zajęty czymś na swoim komputerze.

– Dobra, niech los zdecyduje – pomyślałam i zapytałam – rejestruj czy rezygnuj?

A on, nie patrząc na mnie mruknął bezmyślnie pod nosem:

-Rejestruj.

Zawahałam się tylko przez moment.

***

Trzy tygodnie później zdałam egzamin wstępny i w ten oto sposób, Główny Reżyser obsadził mnie podstępem w nowej roli.

Roli Podstarzałej Lecz Bardzo Pilnej Studentki studiów magisterskich i to na dodatek dziennych. Na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Kierunek – Malarstwo.

Musiałam powiedzieć w pracy o moim wyczynie, bo trzeba było to jakoś pogodzić. Poszłam do szefa i podzieliłam się z nim radosną nowiną.

Pogratulował i powiedział, że bardzo się cieszy, jednak nie rozumie po co mu to mówię.

– Bo to studia dzienne, szefie – wyjaśniłam.

Mina mu trochę zrzedła i zapytał:

– A co pani zrobi, jeśli nie będzie pani w stanie pogodzić studiów i pracy?

– Wtedy zrezygnuję z pracy – wypaliłam bez zastanowienia.

Mina szefa – bezcenna!

Przepracowałam w tej firmie jeszcze rok. Rok, który zapamiętam do końca życia. Rok pełen wyrzeczeń, rycia nosem gleby ze zmęczenia, nieprzespanych nocy, wstawania przed świtem, kładzenia się spać nad ranem, gonitwy z pracy na uczelnię, z uczelni do pracy i jeszcze raz z pracy na uczelnię na wieczorne wykłady, a potem szybko do domu, do dzieci, do męża.

Weekendy, podczas których zamiast odpoczywać, robiłam prace domowe, malowałam, pisałam referaty, uczyłam się i nadrabiałam zaległości Kury Domowej, Matki, Żony i Kochanki.

Rok najtrudniejszy, a mimo to jeden z najpiękniejszych w moim życiu.

Koledzy z pracy się dziwili.

– Na co ci to wszystko? Że też ci się chce! Pomyśl, ile ty będziesz miała lat jak skończysz te studia?

– Tyle, ile bym miała, jakbym ich nie skończyła – odpowiadałam.

Na drugim roku, harmonogram był tak napięty, że już nie byłam w stanie pogodzić nauki z pracą. Zrobiłam więc to, co powiedziałam szefowi. Zrezygnowałam z pracy.

Po pięciu latach studiów, namalowaniu „niewiadomoilu” obrazów, narysowaniu „niewiadomoilu” rysunków, wydłubaniu paru rzeźb w glinie, zrobieniu jeszcze kilkudziesięciu bezsensownych projektów na zaliczenie, zdaniu kilku egzaminów, napisaniu pracy magisterskiej i dopieszczeniu pracy artystycznej, obroniłam tytuł magistra sztuki. I to z wyróżnieniem.

Byłam z siebie dumna jak paw! Spełniłam swoje marzenie.

W wieku czterdziestu ośmiu lat zostałam MALARKĄ! I to z dyplomem!

Teraz mogę malować co chcę, jak chcę i czuję się wreszcie spełniona.

Odnalazłam swoją drogę. Wiem też z doświadczenia, że na realizację marzeń nigdy nie jest za późno.

Artystyczny świat stanął przede mną otworem!

Mam tylko nadzieję, że nie tym tylnym 😉

***

Ostatnio jednak, oprócz pędzla, płótna i farb przyciąga mnie jeszcze coś innego.

Coś, co każe mi każdego ranka siadać przy komputerze, a słowa same układają się w zdania…

A może i to jest częścią jakiegoś Wielkiego Tajemniczego Planu Wszechświata?

Może Główny Reżyser szykuje dla mnie nową rolę?

16 komentarzy do “Jak artystyczny świat stanął przede mną otworem”

      1. Pani Kingo, na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno, choć nie każdego na taką odwagę stać. Podziwiam. Musi to być cudowne uczucie robić to, co się kocha. Dziękuję za to, że stała się Pani inspiracją dla mojej 9-latki, która, dzięki Pani maluje. Ja oglądam Panią, córka dodatkowo maluje a i nawet męża zachęciłam do oglądania Pani live ‘ów 😊 siedzimy o 19 trzy razy w tyg.całą rodzinką i podziwiamy Pani piękne pracę. Dziękujemy!

  1. Podziwiam odwagę w realizowaniu swoich marzeń. Jesteś dla naszej grupy prawdziwą opiekunką naszych działań malarskich . W bardzo przyjemny sposób prowadzisz livy ,Z Tobą chce się malować
    jak najwięcej. .

  2. Jestem pod wrażeniem Pani, uwielbiam jak Pani mówi, przepiękna barwa głosu, jest Pani taka opanowana. Obserwuję Panią od wakacji. Dużo nauczyłam się z tych spotkań. Dopiero się uczę. Pozdrawiam cieplutko życząc spełnienia wszystkich marzeń.
    Danuta Zieńkowicz

  3. Kingo,pięknie opisałaś swoją drogę do spełnienia marzeń, niestety niewiele osób stać na realizowanie celów, i tu nie mam na myśli finansów, lecz odwagę, upór, pracę nad sobą, poświęcenie, i wiele, wiele wyrzeczeń.
    A radość, zadowolenie i spełnienie to przecież cel naszego pięlnego i krótkiego życia na naszej planecie, Gratuluję sukcesu z całego serca ❤️

  4. Kingo, pięknie opisałaś swoją drogę do spełnienia marzeń, niestety niewiele osób stać na realizowanie celów, i tu nie mam na myśli finansów, lecz odwagę, upór, pracę nad sobą, poświęcenie, i wiele, wiele wyrzeczeń.
    A radość, zadowolenie i spełnienie to przecież cel naszego pięknego i krótkiego życia na naszej planecie, Gratuluję Sukcesu z całego serca ❤️

  5. Kingo, pięknie opisałaś swoją drogę do spełnienia marzeń, niestety niewiele osób stać na realizowanie celów, i tu nie mam na myśli finansów, lecz odwagę, upór, pracę nad sobą, poświęcenie, i wiele, wiele wyrzeczeń.
    A radość, zadowolenie i spełnienie to przecież cel naszego pięknego i krótkiego życia na naszej planecie, Gratuluję Sukcesu z całego serca ❤️

  6. Kingo … czyta się Twój tekst jak cudowną powieść , od której oderwać się nie można … i pewnie niedługo taką Twoją powieść w ręku będę trzymać i zachwycać bez końca … 😮 Gratuluję Ci lekkości pióra , dystansu do siebie i poczucia humoru … 😁 Pisz , maluj i baluj , bo to Twoje żywioły … 📖📕✒️🎨🖌️💃🕺

    1. Dziękuję za całego serca! Moim marzeniem jest kiedyś z teo bloga wydać książkę. Czy się to uda? Nie wiem. Wiem jednak, że pisanie sprawia mi dużo radości. Pozdrawiam cieplutko!

  7. KIngo -przeczytałam na bezdechu- pięknie piszesz. Podziwiam za odwagę i spełnianie swoich marzeń. Pisz dalej i dłuuuuugo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewijanie do góry